piątek, 10 czerwca 2011

Przyjazd, wyjazd, czyli szybki tydzień...

Nie spodziewałam się, że to kiedykolwiek napiszę, ale jest mi smutno...
Od zeszłego czwartku gościliśmy obie babcie, mamę moją i Miśka, bardzo się obawiałam tej wizyty, że będę wysłuchiwać stu tysięcy rad, że ktoś będzie wychowywał moje dzieciątko, ale tak się nie stało.
Jedynie dwa pierwsze dni były trudne, ale moja waleczność popłaciła, kilka ostrzejszych słów i nikt mi się do wychowania nie wtrącał :)
Kiedy widziałam łzy w oczach babć, też mi się jedna malutka łezka zaplątała w kąciku; pomyślałam o tym, jak to co niedziela jadaliśmy obiadki u dziadków, jak razem z siostrą i kuzynką spędzałyśmy z nimi wakacje... Ciężko na sercu, kiedy ma się świadomość, że nasza Oleńka będzie widziała babcie i dziadków kilka razy w roku, że z Polską niewiele ją będzie łączyło mimo naszych starań...
No nic, mamy jeszcze kilka lat na podjęcie decyzji, gdzie osiąść na stałe, ale rozum mi mówi, że zostaniemy tu, gdzie jesteśmy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz